wtorek, 8 sierpnia 2017

Damien Boyd "W linii prostej" [recenzja przedpremierowa]




Autor: Damien Boyd
Tytuł: W linii prostej
Wydawnictwo: Editio Black
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 192
Gatunek: kryminał 






Jake Fater uwielbiał wspinaczkę i w tym temacie nie miał sobie równych. Tymczasem zmarł odpadając od skały. Co się wydarzyło? Kto odpowiada za jego śmierć?

Jakimi cechami powinien charakteryzować się dobry kryminał? Z pewnością wartką akcją, intrygującymi bohaterami, przebiegłym sprawcą, pewną dozą brutalności i dobrym zakończeniem. Nigdy nie zastanawiałam się jednak nad długością powieści. Czy ma ona znaczenie? W tym przypadku zdecydowanie tak, książka ma bowiem niecałe 200 stron. Nieco się obawiałam, czy faktycznie tak niewielka książeczka może sprostać czytelniczym wymaganiom. Jak sobie poradziła?



Grzechem byłoby nie zacząć od analizy głównego bohatera. Jaki jest komisarz Dixon? Doświadczony. Pewny siebie. Ambitny. Skupiony na pracy i zawodowych wyzwaniach. Traktujący obowiązki z najwyższą starannością i dokładnością. Ideał detektywa prawda? I tak i nie. Czasami miałam wrażenie, że jest zbyt mocno przekonany o swojej racji, nie rozumiałam czemu współpracowników traktuje z tak dużym dystansem, a może nawet chłodem. Przyznam jednak, że bardzo mnie to zaintrygowało. W moich oczach Dixon to detektyw, który dobrze czuje się wypełniając obowiązki samodzielnie, ma silnie wykształcony instynkt przywódczy, a jego doświadczenie zawodowe robi wielkie wrażenie. Fakt, że niewiele o nim wiemy sprawia, że otacza go aura tajemnicy. Nieźle, prawda?

Niewielka objętość książki odbiera nieco autorowi pole manewru. Nie ma tutaj miejsca na zbędne szczegóły, zrezygnowano właściwie z tła obyczajowego, o bohaterach nie dowiadujemy się właściwie niczego. Można by rzecz, że jest krótko i na temat. Akcja książki rozwija się szybko i dynamicznie, już pierwsze strony angażują i zachęcają do uważnego śledzenia fabuły. Boyd oferuje nam drobiazgowe i skrupulatne policyjne śledztwo, w którym nie ma ani czasu ani miejsca na błędy. Główny bohater szybko sprawdza kolejne tropy, nie pozwalając sobie na momenty zawahania. Wydaje się, że wszystko idzie mu jak po maśle, aż do zakończenia, którego nie mógł przewidzieć. Finał potrafi zaskoczyć.

Pomysły, wokół których autor zbudował fabułę są jak najbardziej trafione, choć dość proste. Boyd nie próbuje wywołać szoku, na siłę ubarwiać. On ma plan, którego konsekwentnie trzyma się od początku do końca. Akcja przebiega gładko, bez większych zwrotów i nagłych zaskoczeń. Mam wrażenie, że zależało mu bardziej na ukazaniu, jak wygląda praca detektywa, niż konstruowaniu skomplikowanej zagadki. Nie znaczy to, że jego zagadka jest kiepska, ale tak jak już wspomniałam, wykonanie zalicza się do prostych i raczej subtelnych.



Autor pisze krótko, zwięźle i na temat. Język książki dopasowany został bo okoliczności, bohaterów i typu powieści. Czyta się przyjemnie i szybko, nastawiając się przede wszystkim na czytelniczą rozrywkę niż literacki majstersztyk. Zakończenie sprawia, że spoglądamy na nią cieplej, łagodniejszym okiem.







„W linii prostej” to książka przemyślana i dopracowana. Nie miałabym jednak nic przeciwko drobnym poprawkom, a może raczej kilku zmianom. Chętnie poznałabym lepiej bohaterów powieści, szczególnie komisarza Dixona. Na tym zależałoby mi przede wszystkim. Pewien problem sprawiło mi także zrozumienie słownictwa dotyczącego wspinaczki. Słowniczek powinien być raczej na początku, niż na końcu. Zagadka mogłaby zostać również bardziej rozbudowana, ale to już tylko kwestia gustu. Myślę z kolei, że to dobra propozycja dla osób, które swoją   przygodę z kryminałem dopiero zaczynają.

Za możliwość poznania tego tytułu dziękuję Wydawnictwu Editio Black.



8 komentarzy:

  1. Mnie akurat mało informacji na temat Dixona nie przeszkadzają, trzeba pamiętać o tym, że to dopiero pierwsza część serii i z czasem tych wiadomości będzie przybywać. :D
    Mamy bardzo podobne zdanie o tej książce, też zastanawiało mnie, czy te niecałe 200 stron przyniesie coś dobrego. U mnie dzisiaj również pojawiła się recenzja tej książki, więc zapraszam. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, to chyba będzie coś dla mnie. Kryminałów jeszcze żadnych nie czytałam.;-)
    Buziaki, A!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę przeszkadza mi brak informacji o głównym bohaterze, ale liczę mną to, ze w kolejnych tomach będzie tego więcej. Faktem jest, że na tak niewielu stronach nie można wiele zdziałać, widzę, że tu jednak sie udało. Chętnie sięgnę.

    Pozdrawiam Justyna z Książko, miłości moja

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam poważne zaległosci w kryminałach jako gatunku w ogóle, być może ten tytuł przyda mi się, żeby trochę zrobić odskocznię do czegoś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli książka jest wartka i przemyślana to czemu by nie miała mieć tylko 200 stron? Właśnie gdzieś kiedyś czytałam, że kryminały nie powinny być za długie i był podany cały szereg genialnych kryminałów o niewielkiej ilości stron. Można? Można!

    Pozdrawiam
    Babskie Czytanki

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale kiedyś na pewno ja przeczytam :)

    Pozdrawiam Agaa
    https://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam pytanie z trochę innej puszki - jaki masz czytnik, ile Cię kosztował i czy się sprawdza? :)

    OdpowiedzUsuń

Kochani, jest mi niezmiernie miło gościć Was na mojej stronie :) Bardzo chętnie zajrzałabym do każdego, dlatego proszę, zostawcie kilka słów, które naprowadzą mnie na Wasz trop :)